dom od kuchni Główna

SISTERS FOR EVER

Może być tuż obok, a może kilkaset kilometrów dalej. Mogę z nią rozmawiać kilka razy w ciągu dnia a czasem milczeć przez tydzień. Kłócić się, ale i przytulać w milczeniu, dodając sobie sił. Siostra. Moja Siostra. Po prostu Asia.

Miałam pięć lat, gdy na świecie pojawiła się ona. Łysa, z wielkimi, niebieskimi oczkami. Ciepła, pulchna i obłędnie pachnąca. Nie byłam o nią zazdrosna, bo nasza mądra Mama od samego początku troszczyła się o to, by odpowiednio dbać o moje uczucia i tak przygotować mnie na przyjście siostry, bym nie odczuła tego jako trzęsienia ziemi. Pewnie dlatego nasze relacje od początku były wyjątkowo mocne. Byłyśmy z tych, co to kochają się na zabój, czyli generalnie oko za oko, ząb za ząb, ale, ale gdy ktoś śmiał tknąć jedną z sióstr, druga była gotowa zabić.

Nasze lata dziecinne płynęły beztrosko. Oczywiście dla nas, bo dbałyśmy, by nasi Rodzice mieli – w tych trudnych czasach – choć trochę „atrakcji”. Takich niewinnych. No, prawie…

Byłyśmy zawsze słodkie…
Zbliżała się pierwsza Wielkanoc Asi. Tuż przed świętami Babcia Marysia upiekła najdoskonalsze na świecie ciasto drożdżowe. Ja, amatorka i miłośniczka, szaleńczo zakochana w tym specjale, zwinęłam kawałek ze stołu. Pobiegłam do sypialni Rodziców. I taka byłam! Nie zjadłam sama, podzieliłam się z Asią! Nie przeszkadzało mi to, że nie miała jeszcze zębów. Wymamlałam ciepłe ciasto i dałam jej, by łatwo przełknęła tę rozkosz. Nie wiem, nie wiem czemu Babcia, gdy tylko zauważyła moje dobre serce, narobiła szumu i natychmiast wszystko wyciągnęła jej z buzi…

Bo my zawsze się dzieliłyśmy. Zbrodnią też.
Już wiem, po kim Ignaś ma te pomysły. Dobrze, że nie słucha, jak Wam opowiadam, bo jest grzeczniejszy niż my;) A my… miałyśmy np. nocnik. Wówczas jeszcze nie plastikowy a emaliowany, taki czerwony w białe jabłuszka. Śliczny był… Któregoś dnia, gdy Asia zapełniła go, wpadł nam do głowy szatański pomysł. Wrzuciłyśmy go (tak, tak, z zawartością) do pralki i wyszłyśmy z łazienki, jak gdyby nigdy nic… Jakoś dziwnie Rodzice nie chcą wspominać tej historii. Z tego, co udało nam się dowiedzieć, nie zorientowali się natychmiast, co zmalowałyśmy… Ups…

Kreatywne i odważne to my byłyśmy od zawsze.
Było, że i w świat się wybierałyśmy. I to przez ciotki, które nakrzyczały na nas na wakacjach w Szczecinie, gdzie – pozostawione bez rodziców – spędzałyśmy czas wraz z kuzynostwem. A wszystko zaczęło się od lustra. Wielkiego tremo, w które ktoś powtykał pocztówki. Mały brzdąc, jakim wówczas była Asia, za punkt honoru przyjął sobie powyjmować co do jednej. No i wyciągała, jedna po drugiej. Natrafiła jednak na taką, co mocniej trzymała. Szarpnęła, a wraz z kartką zaczęło lecieć ogromne lustro. Na szczęście tuż obok był stół, pod który wciągnęłam ją w ostatniej chwili. No i wybuchła ogromna kłótnia, bo będąc wciąganą, uderzyła się w głowę. Przeze mnie wredną siostrę. Gdy do pokoju wpadły ciotki – ciszę, która nastała, dopiero po latach trafnie zinterpretowałam – przerażenie. Ale wówczas nie w głowie było mi roztrząsanie co to oznaczało. Ważne było, że z Asią szybko osiągnęłyśmy porozumienie i wieczorem, gdy już leżałyśmy w łóżkach, znów wspólnie wpadłyśmy na pomysł, by stanąć na parapecie (bagatela pierwsze piętro) i pooglądać, co w ogrodzie robią nasze starsze kuzynki. No i wtedy znów wpadły ciotki i – chyba nawet po pupie dostałyśmy… I co, nie obrazilibyście się na nie na śmierć? No to spakowałyśmy się w jakąś torbę i ruszyłyśmy w świat. Udało nam się niepostrzeżenie uciec do ogrodu, dalej niestety była zamknięta furtka.

Droga i moda były naszym wyzwaniem.
Już wówczas, gdy Asia już jako tako siedziała i przypięta szelkami jechała w wózku. Pamiętam, była sobota, a ja miałam nowe, czerwone rajstopy (każda z Was, której wczesne dzieciństwo przypada na lata 80. wie, co to był za rarytas). Dumna jak paw chciałam to uczucie wzmocnić i całemu światu pokazać swą dorosłość pchając SAMA wózek. Z górki. I choć Mama prosiła „nie biegnij”, choć Tata przestrzegał „słuchaj Mamy, bo upadniesz”, wiedziałam swoje. Nogi w czerwonych rajstopach same mnie niosły i kazały lecieć co sił. Od tego czasu już wiem, że Mama jest jakaś dziwna… Prorokini przewidziała. Leżałam jak długa, wózek też… A zamiast czerwonych rajstop miałam krwawiące kolana, a Asia dyndała na szelkach, zwisając z wózka.

Nadszedł czas złotych lat 90.
Z trudem zdobywane z Bravo plakaty Depeche Mode i New Kids on the Block wisiały na naszych ścianach. Niestety, nie zagrzały tam zbyt długo miejsca, bo któregoś dnia, po jednej z częstych wówczas kłótni z rękoczynami, by zadać mocniejszy cios, pozrywałyśmy sobie nawzajem z trudem zdobyte ozdoby. Ta ekspresja uczuć siostrzanych niejednokrotnie znajdowała ujście. Oddajmy jednak sprawiedliwość. Trzaśnięcie drzwiami (wówczas jeszcze były to drzwi z szybą) tak mocne, że aż szyby powypadały lądując tuż obok niczego nieświadomej śpiącej siostry nie było z mojego powodu. To zawinili Rodzice, bo o piątej nad ranem nie chcieli mojej Siostrze opowiedzieć filmu, który skończył się po północy. Ech, ci Rodzice…

A potem, potem było jeszcze wiele historii mrożących krew w żyłach. Były komiczne i tragikomiczne przygody. Były Przerwanki, Belgia i rozstanie. Najpierw studia, podczas których mieszkała na stancji, potem wyjazd do Anglii a wreszcie ślub i decyzja, by zamieszkać 300 km ode mnie.

Moja Siostra. Trudno czasem z nią żyć, bo charaktery mamy różne choć upartość w genach tę samą. Bywa, że gdy przebywamy ze sobą dłużej, atmosfera jest taka, jak chwilę przed burzą, która zawsze, prędzej czy później oczyszcza atmosferę między nami.

Moja Siostra. Kochana istota, która mimo swoich spraw zawsze ma dla mnie czas i chęć, by wesprzeć, choć słowem, z daleka. Jest. Zawsze czuję jej obecność i moc. Potrafi wkurzyć jak mało kto i podać ramię, gdy brakuje sił. Z nikim tak nie smakuje nalewka z pigwy, którą razem sączymy – gdy dzieci już zasną – oglądając setny już raz „Mój chłopak się żeni” i wspominamy stare dzieje.

Jej dom jest drugim domem moich dzieci. Jest ciotką i drugą matką. Zna je od podszewki, bo interesuje się ich życiem. Otacza troską, czułością. Daje bezpieczeństwo i miłość. Czasem fuknie, gdy potrzeba i ustawi do kąta. Ale zawsze znajdzie czas na rozmowę i wsparcie.

I choć quada na komunię nie kupiła, jest ciotką, bez której nie da się żyć. Bo jej się chce. Zawsze chciało. Bo wie, że w życiu najważniejsze jest jedno. Rodzina.

8 komentarzy

  • Reply
    Joanna
    14 października 2018 at 19:54

    Ojjjjj ! To o mnie!!!czuję się jak prawdziwa gwiazda

    • Reply
      Ola Marzyńska
      14 października 2018 at 19:57

      Oj Gwiazda to Ty jesteś:)))Ale najfajniejsza pod słońcem

  • Reply
    mama
    14 października 2018 at 20:56

    Tak,to nasze „spadają – Sarenka” i ” Hasiorek”.Nasze wszystko.Nasze dumy i szczęście.

    • Reply
      Ola Marzyńska
      14 października 2018 at 21:06

      No i wydało się

  • Reply
    Ann
    15 października 2018 at 18:57

    Nic tylko pozazdrościć takiego Rodzeństwa 🙂

    • Reply
      Ola Marzyńska
      15 października 2018 at 22:30

      Ann dzięki:))) A i kuzynostwo też mamy super:))) wychowywaliśmy się razem to i razem trzymamy się:)

  • Reply
    Barbara
    4 listopada 2018 at 20:43

    Aż łzy ze śmiechu mi pociekły…

    • Reply
      Ola Marzyńska
      4 listopada 2018 at 21:27

      To zapraszam do nas częściej, postaram się zadbać o podobne wrażenia;)

    Dodaj komentarz